Pomyślę o tym jutro

„Pomyślę o tym jutro” mawiała Scarlett O’Hara – główna bohaterka „Przeminęło z wiatrem” – w chwilach dramatycznych, wymagających od niej podjęcia decyzji lub działania. Sceny te opakowane w filmie w piękne stroje, dramatyczne okoliczności i podniosłą muzykę wzruszały, a stwierdzenie „pomyślę o tym jutro” wdarło się do rzeczywistości. Z perspektywy wiemy, że strategia ta najczęściej dostarczała Scarlett nowych kłopotów.

Strategia odkładania na później, robienia czegoś na ostatnią chwilę, „na za pięć dwunasta” jest znana każdemu człowiekowi – albo sam ją stosuje albo zetknął się z kimś kto to robi. Zapewne większość dorosłych takie „odkładanie na później” odruchowo skwitowałoby jednym słowem – dziecinne. Czy aby na pewno dziecinne? Przecież to dorośli często hamują zapędy dzieci komendami – nie teraz, pomyśl, zastanów się jeszcze. Wyrastają z nich dorośli, którzy właśnie odkładają w czasie różne sprawy – zwłaszcza te wymagające działania.

Wymówki czy strategia strusia?

Odkładanie rozwiązywania problemów właściwie polega na odwracaniu własnej uwagi – tutaj to scarlettowskie “pomyślę o tym później” jest wyraźne. Zajmujemy się pomaganiem innym, rzucamy w wir pozornych przyjemności, nadużywamy alkoholu – wszystko to jest swego rodzaju znieczulaniem się. Badania lekarskie, zmiana pracy, rozmowa z bankiem o zadłużeniu, załatwienie sprawy w urzędzie – na pewno wymienilibyście jeszcze inne.

W pewnym okresie swego życia doszłam w tym do perfekcji – wręcz nie odbierałam listów poleconych. Taka strategia strusia – jak schowam głowę w piasek i nie widzę otoczenia to i ono mnie nie widzi, a problemy nie mają do mnie dostępu. Z gruntu błędne założenie. Teraz już wiem, że to nie jest dobre rozwiązanie, bo te odłożone sprawy nawarstwiają się – i chodzi tu nie tyle o ich rzeczywistą liczbę, a raczej natłok myśli w głowie i ścisk stresu w żołądku. Czasem nagłe przebudzenie się w środku nocy z uporczywym poczuciem, że o czymś zapomniałam…

A rozwiązanie tego jest proste – właśnie dziecinnie proste – sprawy załatwić, a przynajmniej zacząć załatwiać jeśli są złożone i skomplikowane. Każda „wyprostowana” sprawa rodzi błogość w splocie słonecznym, radość, poczucie dumy z siebie i rosnącą chęć rozprawienia się z kolejnymi. Pojawiają się nowe pomysły, plany, marzenia – wystarczy tylko uwolnić głowę. Każdy rozwiązany “problem” – specjalnie ujęłam to słowo w cudzysłów, bo to właściwie są sprawy do załatwienia, które problemem się stają, gdy nie są na bieżąco załatwiane – zatem każda taka sprawa, gdy jest rozwiązana robi miejsce na nowe pomysły, na to co naprawdę istotne.

Dystans, proporcje i oddech

Dlatego warto złapać dystans, sprowadzić nurtujący problem do właściwych proporcji – innymi słowy zobaczenie go w skali całości zdarzeń, czasu, życia – na poziomie racjonalnym. Żeby móc wejść na poziom racjonalny potrzebuję uspokoić się, powstrzymać chęć natychmiastowego zajęcia się czymś innym lub znieczulenia. Wtedy właśnie trzeba skupić się na sobie, odetchnąć pełną piersią, rozejrzeć dookoła i zobaczyć rzeczywistość. Ona nie jest taka straszna, jak się czasem wydaje. Ostatnio miałam do załatwienia trywialną (z perspektywy) sprawę w ZUSie. Ponieważ była to moja pierwsza taka sprawa czułam się przestraszona i przekonana, że na pewno nic nie załatwię. Co mi pomogło w ogóle wejść “w paszczę lwa”? Głęboki oddech, odrobina błękitu i powtarzanie sobie “ZUS mój przyjaciel”. Sprawę załatwiłam w przyjaznym otoczeniu.

Pomyślę o tym jutro

5 myśli na “Pomyślę o tym jutro

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przewiń do góry